Jak nie bać się chorować na wakacjach?

Jak wybrać najlepsze ubezpieczenie na wyjazd?  Jak nie bać się chorować na wakacjach? Firm prześcigających się w ubezpieczeniach na naszym rynku jest mnóstwo ale która jest najlepsza? Niestety nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Nie będę też Wam polecać jednej konkretnej bowiem tak naprawdę ich oferty są bardzo podobne. I prawie identyczne procedury w przypadku zachorowania na wyjeździe.

I skoro tutaj już jesteśmy to zaczynam opowiadać swoje historie 😉 a było niestety tego troszkę.

 

Indie

 

Wypełnianie dokumentów u lekarza

Nie wiem czy to za sprawą mojego słabszego zdrowia, pecha czy przewrażliwienia  🙂 ale jestem dowodem na to, że nie należy się bać chorować na wyjeździe za granicą czy tą bliską czy egzotyczną i daleką. Ilekroć wyjeżdżam coś mi się przytrafia 😉 począwszy od krajów europejskich po azjatyckie. Jak tego uniknąć? Nie da się 😉 ale należy pamiętać, że ludzie chorują na całym świecie i sobie radzą z tym lepiej czy gorzej ale radzą.

Klinika na Kubie, całkiem niezły standard ale szalenie drogie leczenie 🙂

 

Co zrobić jak zaczniemy chorować na wakacjach?

Po pierwsze: zawsze pamiętaj o ubezpieczeniu. Minimum 1 dzień przed wyjazdem wykup ubezpieczenie zdrowotne. Pozwoli Ci to odzyskać pieniądze wydane na leczenie za granicą.  Zawsze zbieraj wszystkie rachunki za wizyty lekarskie i za leki.

Po drugie: Wyluzuj! W każdym zakątku świata jest możliwość dotarcia do lekarza 😉 Często w miejscach bardziej turystycznych są specjalne kliniki międzynarodowe z personelem mówiącym w j.angielskim i całkiem dobrym standardem usług.

Po trzecie: Zaufaj! Obdarz zaufaniem lekarzy i lekarstwa jakie otrzymasz na miejscu. Nie bój się dziwnych małych torebeczek z lekarstwami jakie otrzymasz na miejscu 🙂 często zdarza się bowiem że nie dowiesz się ich składu ani nazwy tego leku tylko będzie on wyglądał jak poniżej na zdjęciu 😉 Nie mniej powiedz lekarzowi jeśli jesteś na coś uczulony lub jakiś lek na Ciebie po prostu nie działa!

Torebeczka z lekami i instrukcją zażywania ich

 

Po czwarte: Lepiej leczyć się tamtejszymi lekami niż przywiezionymi z Polski. W naszym kraju mamy zupełnie odmienne bakterie niż w Azji. Naturalne jest to, że tamtejszy lekarz szybciej zdiagnozuje  tamtejszą chorobę  niż my sami albo lekarze z Polski. Pozatym tamtejsze leki są zdecydowanie bardziej skuteczne na panujące w danym regionie choroby.

Po piąte: Nie pozwól aby lęk przed zachorowaniem zepsuł Ci wakacje! Tak jak wspomniałam wychodzę z założenia, że nigdy nie przewidzisz, że coś może Ci się stać na wyjeździe. Mimo, iż zapakujesz swoją apteczkę lekami aż po sam wierzch – bardzo możliwe jest, że nie unikniesz wizyty lekarskiej za granicą i nie unikniesz wykupienia tamtejszych leków.

Moje „przygody” zaczęły się od pierwszej podróży do Azji- do Laosu. Wylądowałam z ostrą anginą na ostrym dyżurze w stolicy Laosu Vientian 😉 Szpital masakryczny, rozlatujący się a jego standard pozostawiał wiele do życzenia. Trochę na migi, trochę po angielsku udało mi się porozumieć z lekarką, która szybko przepisała mi tamtejszy antybiotyk.

Moja pierwsza wizyta w szpitalu w Azji

Potem już była tylko Indonezja, Kuba,  Indie, Włochy czy Słowacja. W każdym z tych krajów spotkała mnie niespodzianka zdrowotna. Na szczęście wszystkie były niegroźne.

Na Kubie bowiem dokuczało mi zapalenie ucha. Lekarze przemili kazali na siebie tylko czekać ze 2 godziny bowiem akurat żaden nie był na dyżurze 😉 W klinice była tylko pielęgniarka, która oprócz hiszpańskiego nie znała żadnego innego języka.

W Indiach natrafiłam na cudownego lekarza, który oprócz wyleczenia mnie z  dziwnej wysypki namawiał na  kilkudniowe oczyszczenia całego ciała i duszy.  Tym razem się nie skusiłam ale podobno ma pacjentów z całego świata. Co jest warte uwagi często wspomaga leczenie nowotworów podobno z dobrymi skutkami.

Europa natomiast  (Włochy, Słowacja)  „zaszkodziła” mi podczas  zimowych wakacji  na snowboardzie 😉

Miałam tego pecha, że złamałam rękę . O ile we Włoszech było  co prawda pechowo ale zarazem zabawnie bo to był mój ostatni zjazd z góry i praktycznie na płaskim terenie. To na Słowacji w  Tatrzańskiej Łomnicy tzw Tatry Wysokie , gdzie   moim zdaniem trasy są dość niebezpieczne i ostre. Tym razem przewróciłam się na ścianie lodu , zjeżdżając chyba przez pół góry na tyłku, obrócona do góry nogami,  gdzie wreszcie zatrzymałam się na ogromnej muldzie śnieżno-lodowej 😉  Krzycząc  wniebogłosy z bólu!! ! Efektem tego była zwichnięta ręka w łokciu, wizyta w szpitalu i zjazd na sygnale skuterem śnieżnym 😉 Skuter z tego  wszystkiego był najprzyjemniejszy! Bo kto mnie zna wie, że kocham skutery w każdej postaci 😉

Na koniec zimowych wakacji prezentowałam się tak  😉

Zakładanie gipsu

 

 

 

 

z uśmiechem przed wejściem do szpitala

Podróże to przygoda 😉

 

Przemiła pielęgniarka

 

 

 

2 komentarze

    1. Witam, dziękuję za komentarz 😉 ubezpieczenie miałam zupełnie podstawowe – ukierunkowane na kraje „świata”. Polecam jednak mieć ze sobą gotówkę. Można ją wybrać bez problemu w bankomacie (oprócz Kuby! Tutaj zdecydowanie wchodzi w grę TYLKO gotówka). Na Bali – można było płacić kartą.Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *