Konno przez gruzińskie góry

To będzie opowieść… o ludziach i koniach, i o wolności, której każdy z nich pragnie.Którą można znaleźć właśnie tutaj, pośród gór i przestrzeni, prostoty życia.

Byle dalej, im dalej tym piękniej…

Gdzie czuje się potęgę gór. Zdjęcie Anny Wajs-Bonikowskiej.dziękuje:)
A konie są tu naprawdę dzielne

To będzie opowieść o pasterzach, ludziach o surowym obliczu, smaganych wiatrem i chłodem, twardych.

Ich życiu tak innym od ludzi z miasta. Poza czasem, w niekończącej się przestrzeni.

To opowieść o zwierzętach co podporządkowują się człowiekowi całkowicie. Dzielnych, bez strachu, kroczących z nim ramię w ramię.

To opowieść o nas, co poszliśmy w góry by dostać w nich ukojenie, odnaleźć harmonię i spokój. Bo góry mają moc, ich siła porządkuje myśli, potęga rodzi szacunek do własnego życia, rytm wschodów i zachodów słońca nadaje sens każdemu dniu.

przestrzeń…coś najpiękniejszego…
Kontemplacja..
i odpoczynek…
Mój koń, mój dom

Tak samo jak rytuały czynione co rano, kiedy jeszcze śpiącymi oczyma wypatrujemy koni na zboczach, niepewną ręka obejmujemy ich długie szyje, wędrujemy z nimi, noga w nogę.

Posłusznie słuchają, poddają się człowiekowi, przyjmując jarzmo siodła, sznurków, poduszek i wszystkiego co na nie zakładamy. Stoją potulnie wiedząc, że teraz przyszedł ten czas.

Odtąd nasze kroki są połączone w wspólnym kołysanym rytmie. Zależni od siebie. Ufni.

Nawet ostro w dół po kamiennych zboczach

 

Za chwilę będziemy schodzić 1000 m

Taniec nad krawędzią

Z podziwem patrzymy, jak radzą sobie wspinając się po stromych zboczach, zwinnie przemykają pomiędzy skałami, stukający metalowymi podkowami.  Ich długie nogi splątane jak w tańcu balansują nad krawędzią zbocza. Tylko czasem nadchodzi obawa, że jeden krok dzieli nas od przepaści, jedno zawahanie kopyta.

Na rozległych polanach dajemy koniom nacieszyć się zieloną trawą i chwilą wolności, sami chłoniemy widoki. Wielkie orły krążą nam nad głowami.

Każdy postój jest inny. Ten na trzech tysiącach, kiedy smaga nas ostry wiatr i ten na rozgrzanych słońcem łąkach, kiedy błogo wtulając się w trawę zasypiamy.

Odpoczynek wśród łąk, chwila wytchnienia dla koni i ludzi
Najwyższy punkt na trasie. Straszył czarnymi chmurami i wiatrem
Spotkani po drodze uzbrojeni jeźdźcy
Po prostu śniadanie

 

Tak na noc ” zabezpieczane” są zwierzęta
Z wizytą u pasterzy. Poczęstowali nas serem i mocną, czarna jak noc kawą

Pasterze przynoszą nam do obozu sery i mleko. Pachnie trawą i zwierzętami, ma słodko-słonawy smak. Mieszkają tu, w tej dalekiej pustce miesiącami wraz z owcami i szczerzącymi kły owczarkami.

W prostych, zbitych z desek chatach, gdzie nad żywym ogniem suszą się stożkowate słone sery. Potem na grzbiecie końskim sery przenoszone są do miast. Smakując je, smakujemy wszystkie odcienie Kaukazu.

A kiedy zapada noc, przykrywa nas swoim czarnym płaszczem i patrzymy jej głęboko, w rozgwieżdżone  czarne oczy.

I więcej słów nie trzeba,trzeba tylko patrzeć i doświadczać..

Z podziękowaniem dla współtowarzyszy podróży i Jacka Jasińskiego -NomadicLife ,nazywanego człowiekiem  co spełnia marzenia 🙂

Pokój z widokiem
Najzimniejsze miejsce.3000 m.n.p.m. wiało a w szczelinach zalegał śnieg
Powoli docieramy do osad. Zatrzymujemy się tutaj na nocleg. Okazuje się ,że w okolicy grasują niedźwiedzie. W nocy słychać odgłosy strzałów.
Koń „bagażowy” zawsze wolny mimo ciężaru
Jak widać świetnie przygotowany koń do trasy. Musieliśmy się spakować w dwie małe sakwy i „banana” i naprawdę wystarczyło:)
Jacek Jasiński-NomadicLife

nareszcie postój
Nareszcie postój
Były takie dni ,że zejścia były dłuższe niż wejścia.Zdjęcie Anny Wajs-Bonikowskiej.dziękuje:)

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *